Rodzić po ludzku? Niekoniecznie!

Piszę ten tekst późną nocą bo tylko wtedy łzy mogą płynąć niepohamowanie. Dzień urodzenia się Fasolaków zapamiętam na zawsze. Nie tylko jako najpiękniejszy dzień życia. Jest też dużo bolesnych wspomnień, których dotąd nie przepracowałam. Odłożyłam gdzieś do szufladki, ale własnie te wspomnienia wypłynęły…

W ubiegłym tygodniu głośnym echem odbił się tekst, napisany przez Joannę Pachlę „Już ja Wam opowiem, jak się w Polsce rodzi po ludzku” Ta szokująca, bulwersująca historia otworzyła moją Puszkę Pandory… Takich historii, ku hańbie współczesnej służby zdrowia, jest mnóstwo. Rodzące odzierane są z godności, a personel szpitalny często naraża życie kobiet i ich mających przyjść na świat dzieci. Dlaczego tak się dzieje?

Mój poród miał być najnormalniejszy z możliwych. Wymarzone, wyśnione i wyczekane dzieci po długiej walce z trudnościami z zajściem w ciążę. A jednak nie poszło ani książkowo ani jak w bajce…

Ostry dyżur – szok i horror

To był 6 dzień 31 tygodnia ciąży. W tym dniu miałam wizytę kontrolną u lekarza prowadzącego ciążę. Chłopcy dobrze się rozwijali. Ja wyniki miałam niezłe. Trochę napinał mi się brzuch oraz miałam koszmarnie opuchnięte łydki i stopy. Lekarz zapowiedział mi na tej wizycie, że jeśli opuchlizna nie zjedzie to skieruje mnie do szpitala. Poinstruował też, że gdyby się cokolwiek działo to mam nie czekać na wizytę u niego, tylko jechać na ostry dyżur położniczy. Wykrakał?

Po powrocie do domu zaczęłam krwawić. Szybkie pakowanie i decyzja, który szpital. Wybrałam Szpital WUM przy Placu Starynkiewicza w Warszawie bo wiele czytałam o jego stopniu referencyjności, wykwalifikowanym personelu i oddziale neonatologicznym.

Na ostrym dyżurze przyjęto mnie całkiem szybko. Byłą dyżurująca, młoda pani doktor i potwornie śmierdząca potem pielęgniarka. Rozmawiały między sobą. Ja byłam powietrzem, krwawiącym przypadkiem. Kilka razy słyszałam słowa, że „na patologii nie ma miejsc” oraz że „nie możemy jej odesłać krwawiącej”. Polecono mi się rozebrać i usiąść na fotel. Krwotok nie ustawał. A ja stałam obok fotela zagubiona, ze ściśniętymi nogami. Powoli, stopniowo jakby ktoś odzierał mnie  z godności. Polecono mi przejść do gabinetu obok, na fotel do USG. Bez bielizny. Bez pomocy. Ze strużkami krwi na łydkach…

Podczas badania USG padały ze strony pani doktor okrzyki „masakra”, „wątróbka” a ja czułam, że jeszcze chwila i zemdleję. Nosz kurwa! Kto tak mówi przy przerażonej ciężarnej?! W kupie trzymałam się tylko dla chłopców!

Twoje ciało, Twoje dzieci – nie Twoja sprawa

Pierwszy dzień na patologii ciąży był spokojny. Nudny i senny wręcz. 3x dziennie KTG. Żadnych skurczy. Krwotok ustał. Nazajutrz miałam mieć kontrolę i planowałam poprosić o wypis, żeby nie leżeć przez weekend w szpitalu. Leżeć mogłam w domu przecież. Niestety wszystko potoczyło się inaczej…

Około 4-5 rano obudził mnie kolejny krwotok. Tym razem silniejszy. Szybko na porodówkę. KTG. Kroplówka. Prawie się nie ruszałam bo gdy się ruszyłam to krwawiłam. Docierał do mnie strzępki rozmów lekarzy. Nikt mi nie powiedział co się dzieje, co planują. Gdy tylko przyszła zmiana poranna, wychwyciłam że wstrzymują wszystkie planowane cesarki i biorą mnie na salę operacyjną. Zawołałam, że siusiu i w tym samym momencie podpięto mi cewnik. 15 minut później rodził się już Wiercisław. 5 minut po nim na świecie był Żółwik.

Dlaczego, do cholery, nikt nie mógł mi powiedzieć, tak po ludzku „Plan jest taki, nie mamy czasu, robimy cesarkę, czy chce Pani po kogoś zadzwonić?”. Mimo, że minęły już ponad 3 lata, łzy na samo wspomnienie płyną niepohamowane…

Wiem, tu chodziło o życie moje i dzieci. Ale był moment, żeby chociaż zadzwonić i wezwać M, a dalej już działać według planu lekarzy. Wystarczyła dobra wola i słowo do mnie, nie tylko między sobą…

Urodziłam o 8:25 i 8:30. Cesarka w znieczuleniu ogólnym. Ale ani tego, ani kolejnego, ani jeszcze następnego dnia nie dane mi było poznać moich dzieci…

„Ja mogę Panią wypisać…

na Pani odpowiedzialność” – tak mi powiedział lekarz, który w weekend pełnił dyżur na oddziale. Po kilka razy dziennie snułam się do niego z lekko poprawiającymi się wynikami krwi i pytałam, kiedy mnie wypisze. Po co chciałam wyjść? Żeby poznać moje dzieci, które w 4 godziny po porodzie przewieziono do innego szpitala. Chciałam wreszcie poznać moich synków. Lekarz sugerował, że mogę wyjść w każdej chwili, ale tylko jeśli się wypiszę na swoją odpowiedzialność. Nie chciał mieć problemów. A ja wiedziałam, że jestem wycieńczona, ale pobyt na oddziale tego nie zmieniał. Ani leżenie tam ani…

Dieta do walki z anemią

W dniu porodu dostałam na wieczór kleik. Pozwolono mi też jeść sucharki i bułkę (o ile ktoś mi przywiezie bo szpital nie miał na stanie). Okej. Stosowałam się grzecznie do zaleceń. Na drugi dzień miałam już dostać lekki obiad. Miałam, ale leżałam sama, w ostatniej sali i kucharki zapomniały przyjechać do mnie z obiadem. Cholera! Wiesz, co powiedziały, gdy się upomniałam o swój obiad? Że w ramach rekompensaty dostanę podwójną porcję chleba na kolację!!! Polska to chyba jedyny kraj, gdzie anemię leczy się chlebem!!! Dobrze, że na miejscu miałam bliskich, którzy po prostu przyjechali do mnie z jedzeniem.

Podstawą diety na oddziale położniczym był chleb: 3 kromki na śniadanie i 3 kromki na kolację, do tego skrawek sałaty (a ponoć ma sporo żelaza), kawałeczek masła (dla zabicia nudy losowałam, która kromka chleba pozostanie nieposmarowana) i plaster czegoś mielonkopodobnego. Mieli pyszną bawarkę, ale przysługiwała tylko w weekend. Obiad otrzymałam tylko raz i rzuciłam się na niego jak wygłodniały pies…

I tak Pani bliźniąt piersią nie wykarmi…

To słyszałam od tych starszych pielęgniarek na oddziale neonatologicznym. Chłopcy rozwijali się całkiem dobrze. Ja ściągałam dla nich mleko i tylko mój pokarm dostawali na oddziale. Przyjeżdżałam też wieczorami by zostawić pokarm na karmienia nocne. Mleka nie brakowało. Nawet musiałam zacząć mrozić nadwyżki. Ale nie otrzymałam za grosz wsparcia! Ani w tym szpitalu, gdzie rodziłam, nikt mi nie powiedział, nie pomógł w rozkręceniu laktacji. Ani nie pomagano mi i nie motywowano do przystawiania chłopców do piersi w Szpitalu św. Zofii, gdzie leżeli na neonatologii.

Całą, 31-miesięczną, drogę karmienia się piersią i mlekiem Mamy, zbudowaliśmy sobie z chłopcami już po wyjściu ze szpitala do domu.

Jest mnóstwo wspaniałych kobiet, karmiących bliźnięta, a nawet trojaczki piersią. Dlaczego personel oddziału, zamiast mnie dopingować, motywować to powtarzał „I tak Pani bliźniąt piersią nie wykarmi, tylko karmienie mieszane”.

Wisienka na torcie – przyczyna

Jest jeszcze jedno: do dziś nie wiem co było przyczyną przedwczesnego porodu. Wiem, że chłopcy się mieli bardzo dobrze. Wiem, że cesarkę wykonano dla ratowania mojego życia bo nie umieli opanować krwotoków. I na tym moja wiedza się kończy. Jeden lekarz obwiniał mojego prowadzącego, że źle mnie zbadał na tamtej wizycie. Inny powiedział, że nie czytał mojej historii z patologii, a przejął mnie dopiero po cesarce. Jeszcze inny tylko pełnił dyżur w weekend…

Opisując swoją historię nie chcę nikogo ani zniesmaczyć, ani zniechęcić, ani wywołać lęku do porodu. Chcę pokazać, że mimo całego gadania o standardach opieki okołoporodowej, nasze prawa, prawa kobiet są deptane. Chcę pokazać, że hasło „rodzić po ludzku” to często tylko pusty frazes. I chyba tylko głośny sprzeciw, nie zamiatanie takich spraw pod dywan, może przyczynić się do zmiany.

Jak wspominasz swój poród? Czy drugi różnił się od pierwszego? Czy spotkało Cię coś, o czym należałoby powiedzieć głośno i dobitnie?

  • Super dzieciaczki

    Straszne były twoje przeżycia. Moja kuzynka ledwo cało wyszła z cesarki i dowiedziała się o tym tylko dlatego, że miała jakąś znajomą w szpitalu.

    • Z jednej strony to szokująca, przerażająca wiadomość. Z drugiej strony kobieta ma prawo wiedzieć. Taka informacja może się kiedyś przydać w wywiadzie medycznym. To powinno być prawo a nie wiadomości zdobywane pokątnie :/

  • Agnieszka, czytając Twój opis i ja miałam łzy w oczach. Mam je nadal. Bardzo jest mi przykro, ze takie rzeczy zdarzają się w najważniejszym momecie w życiu – w momencie narodzin naszych dzieci 🙁
    A już o znikomym wsparciu laktacyjnym (i wiedzy o laktacji) wśród położnych, pediatrów i innych „specjalistów” nie wspomnę.
    Złość mnie ogarnia, że my, matki wiemy o tym więcej niż oni. Ale masz rację – trzeba działać, dlatego wszystkim polecam pisanie skarg na szpitale, a jeśli nawet nie skarg, to ocenić szpital negatywnie na stronie GdzieRodzic.info

    • Wiem, to jest cholernie nie fair. To powinien być najpiękniejszy, dość intymny moment życia.
      Szpital w którym byłam to szpital uniwersytecki. Ale grupka studentów zaglądających mi pod kołdrę to już był pikuś przy tych wszystkich wydarzeniach. Mogłam wołać do nich: jeść, jeść, ale dopiero teraz o tym pomyślałam :/

  • Karolina Borycka

    Teraz jeden lekarz będzie zganiał na innego, bo zaden nie chce się przyznać do błędu. Historia bardzo mnie poruszyła. Bardzo ci współczuję takich przeżyć.

    • Wiem, że na lekarzach spoczywa ogromna odpowiedzialność. Wiem o tym, szanuję ich zawód, ich pracę i często poświęcenie.
      Ale cholera co się wyprawia to nóż się w kieszeni otwiera! Porody to jedno, ale fala śmierci dzieci bo ktoś odesłał malca z gorączką z SORu. Koszmar!

  • Mama Tosiaczka

    Współczuje.Ja również tego dnia w którym odeszły mi wody miałam wizytę konteolną.Pani dr nic nie zauważyła powiedziała że wszystko ok.Byłam strasznie spuchnięts misłam zatrzymaną wodę.Stopy miałam jak u słonia i jedyne buty jakie wchodziły mi na stopy to japonki.Gdy trafilam o 22 do szpitala bo odeszly mi wody zwracano się do mnie w 3 osobie: „O ktorej godzinie odeszły jej wody?” „Nie krwawiła?”W szpitalu wody odchodziły mi kilkakrotnie.Gdy zabrano mnie już na trakt…hmmm…nie zabrano.Sama musiałam pójść.Za mną szła znudzona pielęgniarka, a ja z torbami w rękach szłam a spomiędzy nóg lała mi się woda.Byłam przestraszona.To mój pierwszy porod.Bogu dziękuję za położną która odbierała poród.Była bardzo troskliwa i delikatna a tą wrednś babę która mi ciągle dogadywała że to że tamto, pogoniła. Synek urodził się niecały miesiąc za wcześnie miał niedowagę jednak nie zakwalifikowano go na wcześniaka.Miał problemy z odruchem ssania.Ja nie miałam pokarmu, a w szpitalu panował kult matki karmiacej piersią.Nie chcę się rozpisywać ile się nasłuchałam przykrości tylko dlatego, że moje piersi nie miały mleka a ja musiałam nakarmić synka mm.Źle to wspominam.Tym bardziej gdy takie głupie uwagi potrafiły wygłaszać gdy u mnie lub mamy z którą dzieliłam salę byli goście. Na szczęście mój mąż wiedział jak zareagować.

    • Nie wiem czy bardziej jestem przerażona czy zła na to, co czytam. Bardzo mi przykro, że ten wyjątkowy dzień tak wspominasz. Takie baby powinny od razu wylatywać na zbity pysk. Lekarz, personel medyczny leczy ludzi, w ich CV nie ma wpisu o braku człowieczeństwa! :/

  • Zawsze jest mi tak cholernie przykro czytając takie historie :/ To się nie powinno dziać. Nie tak to powinno wyglądać. Ja mam to szczęście, ze jeśli chodzi o sam moment porodu, to mogę powiedzieć, że dwukrotnie rodziłam po ludzku. Ale mam tez swoje doświadczenia „okołoporodowe” i te momentami, zdecydowanie do ludzkich nie należały. O części mówię głośno. Jest jednak pewna historia tak dla mnie bolesna, ze jeszcze jej nie przetrawiłam, upchnelam w najdalsza cześć umysłu i udaję, że nigdy nie miała miejsca. Może kiedyś dojrzeję, by mówić o tym głośno. Bo powinno się o tym mówić. Samo nic się nie zmieni.

    • Rodziłaś w Piasecznie czy w Warszawie? Wczoraj mi koleżanka nasza wspólna powiedziała, że tam jest dość nowy szpital i naprawdę dobre warunki.
      Może kiedyś przy winie będziemy miały okazję pogadać, jeśli zechcesz…

      • W Piasecznie. Szpital jest nowy, prywatny, ale ma umowę z NFZ. Opinie są różne co do fachowości personelu. Ale do warunków nie można się przyczepić. Ja rodziłam z usługa indywidualnej opieki położnej i wszystko, łącznie ze znieczuleniem miałam na życzenie i na już.

        A przy winie wszystko przychodzi łatwiej 😉

  • Aga, dopiero teraz przeczytałam i brak mi słów. Coś we mnie krzyczy, coś strasznie się buntuje i bardzo, bardzo jest mi przykro, że tak Cię potraktowano. Gdybym była lekarzem powiedziałabym: bardzo panią przepraszam w imieniu swoich kolegów i koleżanek i dołożę wszelkich starań, żeby sytuacja kobiet rodzących w Polsce ulegała stalej poprawie.
    Cholernie to jest złe i chore, żeby tak traktować rodzącą kobietę. To jest też niebezpieczne i przeraża mnie brak odpowiedzialności w polskiej służbie zdrowia. A nie, czekaj, w Polsce nie ma służby zdrowia (słowa lekarza, który robił mi w tym tygodniu USG piersi i ja się z nim zgadzam).
    Trzy razy rodziłam i mam potrójne, cudowne wspomnienia z tą różnicą, że ja rodziłam w prywatnej klinice, gdzie dołożono wszelkich starań, żeby mój poród przebiegał prawidłowo, a jeden z nich był bardzo trudnym przypadkiem.

  • Jola

    Ja swój pierwszy poród wspominam znacznie gorzej niż drugi. Miałam wrażenie, że jestem przedmiotem, który trzeba obsłużyć. Żadnego ciepłego podejścia, zrozumienia. Rozumiem, że dla pracowników szpitala poród to codzienność, ale nie dla rodzącej kobiety – nawet, jeśli rodzi już drugi czy trzeci raz. Szkoda, że niewiele się zmienia pod tym względem mimo wielu akcji i medialnego nagłaśniania takich przypadków. Przykro…

    • Oczywiście. Tym bardziej, że dla kobiety poród nie jest medycznym przypadkiem, ale szczególną i intymną chwilą. Położna ze szkoły rodzenia opowiadała nam jak pierwotna jest ta chwila. Że kobieta często wolałaby się schować w ciemną norę i urodzić w kucki. A nie słuchać suchych poleceń położnych czy być zmuszana do leżenia, gdy akurat potrzebuje się skulić.

  • Włos się jeży na głowie jak czytam takie historie. Przed własnym porodem czułam okropny lęk przed tym co mnie czeka. Przykro mi bardzo że spotkało Ciebie tyle nieprzyjemności w tym dniu.
    Kobiety powinny umieć zawalczyć o siebie i zgłaszać wszystko. Może to by coś pomogło.
    Powiem tyle że można w Polsce rodzić po ludzku, i to na NFZ. Dla mnie to był najpiękniejszy dzień w życiu, zadbano o mnie podczas porodu jak i po.

    • Powinny. Tylko, że sama wiesz, w czasie porodu kobieta o tym nie myśli. Często jest zagubiona. Po porodzie nie ma czasu. A potem się tak to odkłada bo nie chce się tej traumy i przeżyć rozpamiętywać.

  • Ilona Ila

    Wspolczuje po stokroc. Jakze kontrastowy byl moj porod blizniaczek w UK… Panny jako ze byly ulozone prawodlowo mialy sie urodzic naturalnie, co sie stalo. W 37+3 zostalam wieczorem przyjeta do szpitala, po wstepnym wywiadzie zaprowadzono mnie na sale przed-porodowa gdzie byly jeszcze 2 panie na wywolaniu i 2 pielegniarki na nasz kramik. Lekarz przyszedl, zbadal jeszcze raz, dal tabletke dowcipna. Potem panie pielegniarki skakaly w okol nas a to kanapke, a to herbatke, a to jakies ciasteczka. Do porodu mialam sale i 2 polozne dla siebie. Jedyny „minus” byl taki, ze anastezjolog sie spoznil. Przyszedl jak panny juz byly po drugiej stronie mocy 😀
    A na sali po porodowej? sniadanka, herbatki, cieple obiadki z bufetu, jak cos zostalo to moglam sie doprosic o dokladki (zazwyczaj wazywa, mniam), czasem i kolacja na cieplo . Polozne i pielegniarki dumne ze mnie jak z wlasnych dzieci ze chce piersia karmic (w uk bardzo duzo kobiet od urodzenia karmi sztucznie).
    Dziewczyny urodzily sie z mala krzepliwoscia krwi wiec na wstepie caly komplet badan, ich i moich. Niestety jeden mlody pielegniaz zakul sie igla po pobraniu corki to mialam na sali cala procesje- ordynatorka, polozna i pielegniarka, ze im jest strasznie glupio i przykro i czy moglabym byc tak mila i dac sie zbadac na wzw/hiv i tym podobne.
    Bylam w szpitalu prawie tydzien, bo tyle trwalo przyjscie wynikow z instytutu hematologii, ze w moim ciele sa przeciwciala, prawdopodobnie po pierwszej ciazy, ktore zabily biale krwinki dziewczynek – czyli po porodzie okazalo sie ze moja ciaza byla zagrozona. (tfu tfu)

  • Ewa

    Tak bardzo współczuję… właśnie przez takie historie bardzo bałam się porodu i tego co będzie potem… na szczęście moja mama pracuje w jednym ze szpitali i uzgodniła z przełożoną położnych żeby to ona odebrała mój poród… oczywiście za opłatą bo niestety w tym kraju nie da się inaczej… mój poród był ekspresowy, intymny i prawie bezbolesny ale nie chcę nawet myśleć co by było gdybym nie zapłaciła… planuje 2 dziecko i jestem zła że jeżeli chcę znowu urodzić po ludzku to będę musiała po raz kolejny zapłacić 🙁 przykre to bo co jeżeli kogoś nie stać na prywatną położną 🙁

    • Dokładnie! Odprowadzamy składki zdrowotne. Państwo chce, żeby rodziły się dzieci i żeby ten współczynnik przyrostu naturalnego rósł. A z drugiej strony mamy same dopłacać do przyzwoitych warunków, w których będą się rodzić nasze dzieci.
      Wiele kobiet, które pierwszy poród przeżyły z trudnościami, nie decyduje się w ogóle a drugie i kolejne dziecko. Totalnie pomijam aspekt finansowy.

  • Dorota Ma

    Oj. I ja mam swoją historię. Dwa porody. Pierwszy traumaryczny (8 lat temu), i z tego powodu drugi cc na życzenie (4 lata temu). Mimo, że to kupa czasu…. nadal nie jest to moment, żebym tę historię tu opowiedziała…

  • Jadzia

    Bardzo Ci i innym kobietą współczuje, ale chce stanąć w obronie hasła”rodzic po ludzku” bo naprawdę są szpitale gdzie dba się o kobiety rodzące. Mam bardzo miłe wspomnienia 3 porody i 3inne szpitale inni ludzie te samo wspaniałe podejście.

    • Masz ogromną rację. Jestem jednak zdania, że standardy opieki okołoporodowej powinny być takie same dla wszystkich rodzących, a odstępstwa powinny być ponad, a nie na gorsze. Czytelniczki pisały mi, że super się rodzi w szpitalu w Kaliszu. I to jest świetna wiadomość. Ale za razem szkoda, że wiele szpitali warszawskich ma coraz słabsze oceny jeśli chodzi o poród i o wsparcie laktacyjne.

  • Kasia Bolek

    Rodziłam w tym samym szpitalu co Ty. Miałam cc że względów medycznych, opiekę wspominam całkiem miło,chociaż warunki na sali,jedzenie i komentarze położnych tragiczne. Tyle tylko, że moja lekarka prowadząca tam pracuje. Nawet na izbie przyjęć usłyszałam że tego dnia są przyjęcia wstrzymane,ale jeden telefon do pani doktor wystarczył, żeby mnie przyjęto szybko, sprawnie i bez większych problemów. Znaczy opiekę miałam dobrą,ale niekoniecznie jest to standard 🙁

    • Wszędzie te znajomości 🙁 Dla Ciebie to akurat dobrze się zdarzyło. Ale co mają zrobić kobiety, które nie mają takiej możliwości? Dla mnie to koszmar, że kobieta trafia z mniej lub bardziej zaawansowaną akcją porodową do szpitala i jeszcze się ją odsyła :/

  • Arlin

    To co Pani przeżyła to trauma, ale niech mi Pani uwierzy że mogło być jeszcze gorzej. Ja ze swojej małej traumy jakoś do dziś nie potrafię wyjść, choć od tego „najcudowniejszego dnia” minął już rok. Powiem tylko że słowa nie cenzuralne krzyczane przez lekarza którego obudzono w sobotnie przedpołudnie i jego podejście do mnie przypominające podejście do krowy w oborze pozostanie napewno długo. A wywiad przeprowadzony po porodzie przez jedną z lekarek, szukającej przyczyny porodu był nie na miejscu i uwłaczałby godności każdej kobiety. A szpital w którym rodziłam ma najlepszą opinię na Śląsku i najwyższy stopień referencyjności. Dziecka nie widziałam przez trzy dni po których wypisałam się na własne żądanie. Nawet nikt nie raczył mi powiedzieć przez 5 godzin czy moje dziecko żyje, ani dać mi szklanki wody. Reszta jest zbyt bolesna by o niej pisać.

    • Bardzo mi przykro z powodu tych przeżyć 🙁 I mam świadomość, że mimo wszystko my (dzieci, ja) wyszliśmy praktycznie bez szwanku. Są historie, które kończą się dużo gorzej, a zrozpaczeni rodzice latami dochodzą swoich praw i zadośćuczynienia w sądzie 🙁

  • Na temat porodów nie będę się wypowiadać… Jednak daleko było od komfortu. Czułam się źle, upokorzona itp…

  • To co przeżyłaś było straszne i nie powinno tak być. Niestety w Polsce takie sytuacje są bardzo częste…ja też mogłabym i chciałabym rodzić po ludzku, a wspominam to bardzo źle…Mam nadzieje, że sytuacja wreszcie się zmieni m.in. dzięki takim wpisom jak ten

    • Na razie jednak nic nie wskazuje na poprawę i wygląda na to, że standardy opieki okołoporodowej będą okrajane zamiast poprawiane :/

  • Katarzyna Wójcik Respendowicz

    No cóż, niestety mnie to nie dziwi.

  • Karolina Jarosz Bąbel

    Straszna historia, niestety mimo iż coraz częściej kobiety zaczynają mówić o tym głośno, niewiele się zmienia, ja rodziłam w Niemczech i szczerze na nic nie mogłam narzekać 😉

  • Współczuję przeżyć i wyobrażam sobie jak bardzo musiałaś się bać o swoje dzieci gdy dostałaś krowotoku. Przykro się czyta o takich przypadkach w służbie zdrowia. Ja ma to szczęście że nasz szpital jest naprawdę na wysokim poziomie a lekarze w większości przypadków traktują ludzi z szacunkiem. Ale to zasługa dyrektora szpitala i jej podejścia. Ja wspominam swoje dwie CC bardzo dobrze ale one były zaplanowane. Jedzenie w szpitalu też pierwsza klasa i za drugim razem nawet nic nie brałam z domu. A po CC nie radzę wypisywać się na własne życzenie bo w razie komplikacji potem mogą być same problemy. Dobrze że w Twoim przypadku wszystko skończyło się dobrze. Pozdrawiam i zapraszam do nas na blog.

  • Straszne. Ja akurat słyszałam już wcześniej wiele słabych opinii o szpitalu przy Starynkiewicza. Prawda jest niestety bardzo brutalna – jeśli chce się w Polsce rodzić po ludzku to trzeba dodatkowo zapłacić. Pielęgniarki, położne i lekarze, którzy powinni rzetelnie wykonywać swoje obowiązki w ramach NFZ każą sobie płacić dodatkowo za ludzkie traktowanie pacjentek, a to powinno być standardem.

  • Anga

    Ja mojego brzdaca nie widzialam caly tydzien po porodzie . Po trzech dniach po cesarskim cieciu zostal przewieziony do innego szpitala … Dopiero nasze pierwsze spotkanie bylo gdy zostalam wypisana i pojechalam odwiedzić synka, wtedy dopiero pierwszy raz ujrzałam go na oczy .

  • Emilia Sadowska

    A ja z czystym sumieniem polecam szpital miejski w Siedlcach. Pierwszy raz rodziłam na Mazurach 9lat temu i nie powiem że było mi tam jakoś źle ale w porównaniu z tym siedleckim w tym roku to wypadł blado. Owszem posiłki porównywalne mimo upływu lat ale opieka lekarzy, położnych i pielęgniarek rewelacyjna. Strasznie bałam się porodu ze względu że za pierwszym razem miałam nacięcie krocza a to wiązało się z jego 2miesięcznym gojeniem, nie było to przyjemne, a tu okazało się że można rodzić z tzw ” ochroną krocza” tzn że położna tak prowadzi akcję porodową żeby obyło się bez pęknięć i nacięć. Można? Można! Tylko trzeba chcieć. Zawsze będę miło wspominać mój drugi poród i pobyt na oddziale. Polecam 🙂

  • Goti Dx

    Wiedziałam,że ciężko wspominasz swój poród…jak czytałam,aż włosy się jeżą i łzy stoją….
    I przypominają mi sie słowa mojej mamy,która jak mnie rodziła 30 lat temu (na Karowej) wspomina słowa położnej, którą prosiła choć o picie: „Trzeba było się lalkami bawić,a nie z chłopakiem”…

    Ja swój poród wspominam nawet dość ok, lekarze na porodówce,gdzie mnie przewieziono z patologii przy rozwarciu 8 cm,braku skurczy i wielowodziu też do końca nie wiedzieli co ze mną zrobić…Ja bardzo chciałam rodzić naturalnie,wiec cierpliwie czekałam i „piłam” drugi raz oksytocynę…
    Sam blok operacyjny pamiętam przez mgłę,ale było ok…
    Opieka na bloku poporodowym też ok…

    Podobno mój przypadek kwalifikował się do cesarki, ale też słyszałam,że lekarze często „czekają” z tym, ponieważ brakuje funduszy:/

    A odnośnie rodzenia na czczo-to podobno jest pradawne…mnie też trzymali jeden dzień na głodzie,jak mi podawali oksytocynę, bo a nóż pomorze i zacznę rodzic.Gdy o ok.1h wróciłam na patologie, dostałam odgrzany obiad(nawet dwudaniowy).Nast.dnia musiałam znów czekać na głodzie aż do obchodu, do ok.12…gdzie okazało sie,że lece na porodówkę.Położna sama mi współczuła i mówiła,że jak mam teraz urodzić:P Nawet chyba kroplówkę mi podawali…
    Ale ogólnie nie narzekam na kuchnię na Inflanckiej-wręcz przeciwnie;)

    Ja chciałam strasznie rodzić na Żelaznej,ale nie było tam miejsca na patologii,odsyłali mnie 3 razy na ktg tylko….za to na Inflanckiej dostałam się od razu i to wieczorem;)

    Mam nadzieję,że zmieni się to rodzenie „po ludzku”…

  • XXI wiek. Środek Europy. Państwo wydawałoby się cywilizowane. Jednak wciąż pozostają strefy, w których nigdy nie udało się wyjść poza komunę. Polskie szpitale, podejście do pacjentów to dla mnie wciąż w dużej mierze patologia. Takie historie jak opisana przez Ciebie nigdy nie powinny mieć miejsca, a jednak. Wciąż jesteśmy, jako pacjenci, traktowani jako zło konieczne praktycznie przeszkadzające w codziennej pracy szpitala czy lekarzy. Niestety to wszystko wina systemu, który nigdy nie doczekał się reformy z prawdziwego zdarzenia. Przykre to, ale obawiam się, że jeszcze przez wiele wiele lat (szczególnie biorąc pod uwagę to, co obecnie dzieje się w służbie zdrowia) zmiana nie nastąpi. Mało tego, obawiam się, że będzie jeszcze gorzej.

  • Takich historii jest coraz mniej ale jednak wciąż są o to jest ogromnie przykre. Jedyną rozsądną metodą walki z takimi sytuacjami wydaje się mówienie o tym, ale niekoniecznie czy nie tylko w Internecie, a przede wszystkim w skargach, skierowanych bezpośrednio do dyrekcji szpitala oraz kierownika czy ordynatora kompleksu ginekologiczno-połoznizego (w przypadku skargi na lekarza) lub dyrektora ds. pielęgnairstwa i oddziałowej w przypadku skargi na pielęgniarkę lub położną. Wiem, ze to ostatnia rzecz, o której się myśli wychodząc wreszcie z oddziału ale właśnie dlatego, że każdy tak myśli takie sytuacje wciąż są akceptowane w placówkach medycznych…

    • Masz rację, tylko o czym my mówimy skoro obecny minister zdrowia skasował standardy opieki okołoporodowej? Poród jest teoretycznie bezpłatny. W szpitalu na Karowej musisz zapłacić za znieczulenie. Ale pokwitowanie dostajesz, że opłaciłaś cegiełkę na szpital. Cegiełka jest dobrowolna zatem nikomu nie udowodnisz, że była to opłata obowiązkowa za znieczulenie. To jest patologia!

  • Gosia

    Aga nie mogę znaleźć słów którymi mogłabym opisać to co myślę. Dla mnie to jest nie do pomyślenia. Mi w szpitalu też zabrakło wsparcia laktacyjnego, obecności Jasia przy mnie po cesarce, nie widziałam go 24 godziny, raz na 5 minut. To było dla mnie najgorsze. Szkoda, że u Ciebie tez nie było tak jak powinno.

Moje kanały social media

Zawsze będziesz na bieżąco.

Close