Jak sobie „wyhodować” niejadka

11 czerwca 2017 | Komentarzy: 35

Niezwykle często Mamy żalą się jedna drugiej „moje dziecko to niejadek”, „Krzyś nic nie je, już nie wiem co robić!”. Nie jestem lepsza. O nie! Jestem już prawie łysa od zamartwiania się „Staśka jedzeniem”. A właściwie niejedzeniem. Gdy osesek rośnie, a jedzenie staje się w domu tematem #1, łatwo sobie „wyhodować” niejadka.

Wyhodować łatwo, ale błąd czy błędy już trudniej naprawić bo zachodzą mechanizmy, które na tym etapie rozwoju małego dziecka, utrwalają się jak solidna baza.

Jakie są sposoby na niejadka?

Na to pytanie każda Mama, Ty też, i ja, powinna znaleźć odpowiedź sama. Wiesz jak ja zaczęłam odkrywać sposoby na niejadka? Przeczytałam i uświadomiłam sobie. To ja wyhodowałam mojego „niejadka”. Brzmi dziwnie? Poczekaj, za chwilę wszystko będzie jasne.

Podczas karmienia włącz ulubioną bajkę

Nic lepiej nie odwraca uwagi od jedzenia. Jedzenie jakoś tak bezwiednie samo frunie do dziecięcej buzi. I tak kolejny i następny posiłek „check”. Niejadek coś tam skubnął, więc serce matki spokojne a sumienie uciszone.

Miej zawsze w domu bułki i chrupki

Twoje dziecko, ba! każde dziecko, za nimi przepada i z chęcią będzie po nie sięgać wielokrotnie w ciągu dnia. Kiedy tylko zaproponujesz. W małym brzuszku zwyczajnie nie będzie miejsca na obiad. Wyobraź sobie, że cały dzień coś przegryzasz. Odczuwasz głód? No właśnie…

sposoby na niejadka niemowlak pakuje do buzi klocek

W domu „u niejadka” powinny być 2 obiady

Dokładnie tak. Jeden dla wszystkich, a drugi dla niejadka. Na wypadek, gdyby dziś własnie nie miał ochoty jeść tego, co wszyscy. Jak masz czas i ochotę – proszę bardzo. Po pewnym czasie siła nawyku przytłoczy nawet najcierpliwszą osobę. Ale będzie już za późno by myśleć o konsekwencjach.

Niech w domu wszystko kręci się wokół jedzenia

Wracam z pracy i stęskniona od progu wołam „Co dziś było na obiad? Kto zjadł ładnie mięsko?” Cholera! Miałam taki etap i dopiero z perspektywy czasu dotarło do mnie, że takie pytania zadawane dzień w dzień rodzą presję w dzieciach, a na dalszy tor odsuwają to, że tęskniłam, że myślałam w pracy o Fasolakach. Przecież będąc poza domem myślałam co robią, jak spędzają czas, czy widzieli coś ciekawego, czy dziś znów będą na jednym oddechu i jeden przez drugiego opowiadać mi co się działo na orliku, na który kilka razy w tygodniu chodzą z Babcią. Niech ten kotlet nieszczęsny nie będzie wątkiem #1 w codziennych dialogach!

Za Mamę, za Tatę i za cukierka

Jedzenie to przyjemność. Czasami wręcz rozkosz dla podniebienia. Gdy karmisz dziecko na siłę, sugestię lub za nagrodę, robisz mu krzywdę. Jedzenie nie ma szans kojarzyć mu się przyjemnie, gdy słyszy:

„Jeszcze za mamusię”

„Nie zjesz obiadu to Mikołaj nie da ci prezentu”

„Jak tego nie zjesz, nie wstaniesz od stołu”

„Jak zjesz jeszcze 3 kawałki kotleta to będzie niespodzianka”

Dzieci lubią słodkości. Skuszone mającym się wydarzyć cukierkiem, wciśnie jakoś te pół kotleta. Lecz ten kotlet już nigdy nie będzie budzić dobrych skojarzeń…

sposoby na niejadka maluch sięga po truskawki

Popełniłam kilka z powyższych błędów. Jeśli chcesz, zdradzę Ci, które. Mam ich świadomość. I po blisko 2 latach zmagań i rozterek wiem, ile te błędy kosztują.

Wiem, ufasz sobie jako Mamie. Słusznie! Ale jeżeli idziesz tą drogą, zaufaj mi na chwilę i zawracaj.

Jest na świecie tyle pyszności. Daj się swojemu dziecku nimi cieszyć i nie idź drogą buły z masłem…

Możesz śledzić Agumamę na Bloglovin


Tagi: , , , , , , , , ,

  • „2 obiady” zmroziły krew w moich żyłach…. Taka mała rada: dziś jemy to, co lubi Żółwik, jutro jemy to, co lubi Wiercisław, pojutrze jemy to, co lubi Mama, potem to co lubi tata i zapętlamy 🙂 Jasno nakreślamy zasady, można to nawet zaznaczyć w kalendarzu osobnymi kolorami 🙂

    • Dziś już z tej pułapki 2 obiadów uciekłam, ale serio – było to upiorne i uciążliwe. Niestety lub stety, gdy jedziemy na grilla do znajomych to pod Wiercisława muszę wziąć np fileta kurczaka bo Żółwik to i kiełbasę z grilla wciągnie z ketchupem (taki dzień dziecka), a Wiercisław nie.

  • Przy Hani mało nie osiwiałam 😛 Ale to było na początku naszej drogi z rozszerzaniem diety. W miarę szybko udało mi się zmądrzeć. Matylda pod względem jedzenie była bardziej skora do współpracy 😉

  • Żaneta Bomba

    U nas to tak różnie jest. Raz je, raz nie je. Ma swoje ulubione dania. Słodycze raczej je bez cukrowe, chyba że lody.. Więc nie mogę powiedzieć w sumie, że jest niejadkiem. Dzięki Bogu 😀

  • U nas dwa niejadki… myślałam, że z młodszym będzie inaczej, a tu niestety powtórka. Już sama nie wiem co robiliśmy źle.

    • Jeżeli przeanalizowałaś wszystko: formę podania, nie zmuszanie do jedzenia itp itd. to pomyśl czy nie wiąże się to z jakąś traumą albo zaburzeniami np integracji sensorycznej (SI). Warto pogadać z lekarzem, ale nie pediatrą tylko np psychologiem, neurologopedą. Już wiele ścieżek zbadałam 😉

  • Ja jestem tak naprawde dopiero na poczatku drogi, ale już przy pierwszych krokach w rozszerzaniu diety oboje z mężem popełniliśmy kilka błędów, bo mały jest w niskim centylu. Baliśmy się, że po prostu musi zjeść i koniec. i tak na całe szczęście spotkałam na pewnych warsztatach lekarkę, która mi to wszystko jasno wyłożyła i powiedziała, natrzyjcie się oboje tym jedzeniem, zróbcie z tego zabawę, a nie przykry obowiązek. Jak ja odpuściłam to mały po 3 dniach po prostu załapał i je ładnie. Wiadomo czasem pomarudzi, bo zęby bo coś tam, ale ja teraz już się tym nie spinam i czekam aż apetyt będzie większy :)))

    • Miałaś wielkie szczęście trafić na takiego lekarza! Ja gdzieś na początku drogi trafiłam na lekarz, która mi poradziła podawać synkowi syrop Apetizer :O :O :O Uciekłam i zaczęłam szukać na własną rękę rozwiązań i pomocy.

      • O matko to faktycznie dobrze, że uciekłaś. Ja na instynkt wiedziałam, że to musi być zabawa, że dziecko musi się oswoić z czymś tak nowym. Niestety nerwy przez bardzo niskie osiągi wagowe wygrały ze zdrowym rozsądkiem i próbowałam na siłę go dokarmić. Na szczęście wszystko się unormowało i jemy super :)))

  • Mama Tosiaczka

    Bywa że Tosiek zjada wszystko, ale są też takie dni, że tylko dłubiw po tym talerzu a ja kolejny raz odgrzewałam to samo danie.Denerwowałam się przy tym strasznie.Staram się go nie zmuszać i przed posiłkami nie podawać niczego słodkiego ani żadnych soków tylko wodę. Nie lubię i nie chcę nad nim ślęczeć bo to rodzi dodatkowe frustracje. Nie jemy również przy telewizorze.Gdy mlody był mały też dotowałam 2 oddzielne obiady.Jakie to bylo męczące ło matko! Abo to pierwsze dziecko to się nasłuchałam dobrych rad koleżanek.Ale skończylam z tym i wszyscy jemy to samo. 🙂

    • Oj wiem jak to jest wspólnie ślęczeć nad michą zupy 🙁 Ale pracuję nad tym, uczę się odpuszczać i powtarzam sobie, że dziecko się samo nie zagłodzi. A moją rolą nie jest zmuszać.

  • Maluch w domu

    U mnie jest tak, że jak nie zjedzą obiadu, to dostaną to samo na następny posiłek jak są głodne. Pod warunkiem, że można to przygrzać. Na szczęście niewiele jest rzeczy których nie jedzą.

    • Wierz mi, że szczęściara z Ciebie. Rozsądnym podejściem wypracowałaś sobie sukces 🙂

      • Maluch w domu

        Zauważyłam, bo ludzie czasami dziwnie patrzą na moje dzieci pytając: jak Ty to zrobiłaś, że jedzą pomidory, ogórki, paprykę, brokuły, kalafior i 1000 innych rzeczy 😂. Jedyny kłopot to z synem: nie jest mięsożerny, mało które mięcho je, a córka nie znosi fasoli jaśka

        • Dopóki ma dobre wyniki badań to się tym mięsem tak nie martw 😉
          Moi na przykład zgodnie uwielbiają rybę. Jacho je parówki, wedlinę ale tylko z ketchupem i domowe pieczone mięso, mięsa z rosołu nie tknie (chociaż sporadczynie ma nie nie ochotę). A Stasiu je tylko kurczaka z rosołu i kurczaka w sosie curry, czasami pierś panierowaną a la schabowy, no i ryby zjada.

  • U nas obydwaj synowie mieli rozszerzaną dietę metoda #blw. Starszy ma już swoje ulubione smaki, młodszy sam wcia i próbuje wszystkiego

    • To na pewno bardzo pomaga. Otwiera malucha na smak, kolory, faktury, zapachy. Chociaż niedawno rozmawiałam z Mamą, której dziecko karmione blw nagle przestało jeść i musiała sobie inaczej radzić.

  • Dokładnie tak! Osobiście uważam, że nie ma czegoś takiego jak „niejadek”. Podejście dziecka do jedzenia kreują karmiące go osoby, a sam maluch nie musi lubić pewnych produktów. To normalne. Tak samo jak jedzenie wedle potrzeb własnych a nie wyobrażeń rodzica. Żadne zdrowe dziecko samo siebie nie zagłodzi. Trzeba pokazać, zachęcić ale jak czuję, że idziemy w złą stronę – odpuszczam. Nie chcę aby każdy posiłek wiązał się z obietnicami, groźbami, przekupstwami. Wierzę, że córka posiada instynkt przetrwania.

    • Dlatego o „niejadku” piszę zazwyczaj w ” „.
      Wiem, że są dzieci, u których niejedzenie albo słabe jedzenie wynika z różnych przyczyn neurologicznych lub zaburzeń integracji sensorycznej. Ale to jest grupa, która wymaga podejścia terapeutycznego. Pozostałym dzieciom warto pokazać, że nie ma czegoś takiego jak przymus i że buła nie jest najpyszniejsza na świecie! 🙂

  • Andrzej

    Był u nas etap niejadka, ale bardzo krotko. Moje dziecko lubi jeść:) ma to po tacie. Nie dostaje słodyczy wiec być może część zaslug nalezy temu przypisać

  • Moja Córcia jak była malutka jadała wszystko i bez problemów czy kombinowania… Pod górkę zrobiło się gdy miała tak 5-7 lat… Z czasem jednak to i owo zrozumiałam i przestałam np siedzieć nad nią i prosić że jeszcze troszkę, straszyć że nie będzie lodów jak nie zje, namawiać do zjedzenia czegoś ble… Czy pomogło? I tak i nie… Tzn nadal np nie raz marudzi czy wielu rzeczy nie chce ale nie ma takiego stresu…

    • To marudzenie, o którym piszesz, tak myślę, że wynika z kształtujących się preferencji. 5-7-latek już zna mnóstwo smaków i wie, które lubi a których nie. Nie pamiętam dokładnie, ale nasza pani rehabilitantka mówiła mi o takich oknach, kiedy dziecko jest mniej lub bardziej chętne do poznawania smaków. Może to był ten moment?

  • Aleksandra Kujałowicz

    Poza telewizorem pojawiają się też inne odwracacze uwagi – np. bajki grajki. Ale też ważne jest to, co napisałaś – wszystko kręci się wokół jedzenia. To chyba często główny problem.

  • Też kiedyś popełniałam ten błąd, karmiąc dziecko bułami i mlekiem albo serkami. Uważałam, że jest niejadkiem i bez nabiału umrze z głodu. Ale zaryzykowałam. Nagle dziecko zaczęło jeść prawie wszystko, dodatkowo poprawiło się zdrowie.
    Moja rada to nie karmienie na siłę. Nie chce, to zgłodnieje i zje za jakiś czas. 🙂

    • Jak ja to znam 🙂 Na wyprawę gdziekolwiek: do lekarza, do babci, do sklepu czy na plac zabaw miałam pod ręką bułę „bo co ten Staś innego będzie jadł?”
      Bardzo mądrze z tego zaklętego kręgu wyszłaś 🙂

  • Karolina Jarosz Bąbel

    Na szczęście ten etap mamy przed sobą, jednak myślę że sposobem na każdego niejadka jest duża aktywność bez podjadania przekąsek 😉 Po długim, wyczerpującym spacerze, chętnie zje obiadek 😉

  • Ja nie narzekam na niejedzenie – Laura generalnie je co lubi, ma wybór, jest nauczona próbowac nowe rzeczy, jeśli nei smakują nie je ale zawsze próbuje. Ale jak to sie stało, że tak mam nie wiem, chyba charakter dziecka też się liczy bo bezbłędna na pewno nie jestem 🙂

  • Ufff, przyznam się bez bicia, że ja wymienionych błędów nie popełniłam! Uff uff uff. Ale nie, nie – nie z rodzonej mądrości 😉 Za czasów studiów byłam AuPair w Ameryce i opiekowałam się między innymi 3-letnim chłopcem strasznie zaborczej pani prawnik. Każdy posiłek – dramat! Dziecko nie chciało siedzieć na miejscu, rzucało jedzeniem, musiało mieć osobno przygotowywane posiłki i koniecznie nagrodę po. A, i jeszcze trzeba było siedzieć obok niego i go – uwaga! – karmić!!! Nie byłam wtedy jeszcze mamą, ale swoje coś tam przeczuwałam, i jak tylko amerykańska mama znikała z horyzontu robiłam wszystko inaczej. Dzieciak jadł równo to co ja, pozwałam mu jeść samemu (dopiero uczył się porządnego obsługiwania sztućcami!), razem ze mną nakrywał do stołu, razem sprzątaliśmy. I nie robiłam z niego ofiary losu, tylko traktowałam jak młodszego brata (a przecież starsze siostry są wredne 😛 ). Ciężka to była przeprawa, akurat z tą amerykańską rodziną, ale dużo mnie nauczyła. I dlatego moje dziewczyny jedzą razem z nami, już jako dwulatki same sobie smarowały drewnianym nożykiem kanapki, nie jedzą słodyczy i wypełniaczy „zamiast” (no chyba, że mam lenia i nie ma obiadu ale to zupełnie inna historia…) i nieskromnie przyznam, że akurat w kwestii jedzenia to jestem z siebie mega dumna!! Ale spokojnie – solidnie nadrabiam w innych dziedzinach (np. leją się między sobą jak głupie, te moje córuchny, o zgrozo ;)).

  • Ja od jakichś 15 lat jestem niejadkiem, szczególnie jeśli chodzi o mięso – wszystko zaczęło się od cioci, która nakrzyczała na mnie, po tym jak wyplułam kawałek wędlinki, która mi nie zasmakowała 😐 Teraz po prostu mięsko musi mi się spodobać jak to rodzina mówi – albo spojrzę i mi się spodoba, albo mi się nie spodoba.

    Ale jeszcze gorzej jest z moim ciotecznym rodzeństwem „tego nie zjem, tego też nie”, a nawet gdy nie wiedzą co to jest, ich mama mówi „oni tego nie lubią” .-.

Współpraca ze mną

Współpraca, moim zdaniem, jest wtedy, kiedy oboje mamy wspólny cel i na ten cel pracujemy.
Jeżeli będziemy grać na inne bramki, szanse na sukces są mniejsze.
Zobacz, co mogę Ci zaoferować, żeby wspólnie zrealizować cel, z którym przychodzisz.

Przejdź do zakładki Współpraca.

Wspieram