Po blisko dwóch latach przerwy od randek, wypadów we dwoje, wspólnego sushi, wyjść na grzańca czy choćby wyjścia do kina nadszedł TEN DZIEŃ.
Fasolaki wykapane, nakarmione, błogo i bezpiecznie śpią w łóżeczkach. Moja mama zgodziła się posiedzieć przy ukochanych wnukach tego wieczora. A my, chyc do kina.
Romantyczny wieczór . Domowe dresy poszły precz, oko zrobione – nie będę przecież ludzi, a przede wszystkim mojego M straszyć 😀
Zamówiliśmy ogromniasty popcorn i rozsiedliśmy się beztrosko w kinowych fotelach.
Przed nami Listy do M 2. Pierwszą część oglądaliśmy w TV. Druga jest podobno równie dobra, więc tak postanowiliśmy spędzić nasz romantyczny wieczór.
Siedzieliśmy gapiąc się w kinowy ekran, trzymając za ręce, raz śmiejąc, raz wzruszając filmem.
Miło było na te 2 godziny przenieść się w czasy, gdy mieliśmy dla siebie zdecydowanie więcej czasu. W czasy, gdy prawie co wieczór coś oglądaliśmy: ulubione seriale albo ciekawy film. W czasy, gdy w piątki robiliśmy sobie filmowe albo scrabblowe maratony bo wiadomo było, że w sobotę można spać w opór.
Siedzieliśmy wypoczęci, zrelaksowani…
I wtedy się obudziłam… Była 4 rano, a ja ze zmęczenia przysnęłam na kanapie. Cholera, dobrze, że to weekend.
21 listopada 2015
|Komentarze: 15